Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 19 marca 2026 21:57
Reklama
Materiał promocyjny

Kuchnia Mazowsza: startujemy znad Wisły

Rozpoczynamy cykl pt. „Kuchnia Mazowsza”, w którym co miesiąc będziemy odkrywać smaki i tradycje kulinarne wyjątkowych regionów naszego województwa.
Kuchnia Mazowsza: startujemy znad Wisły
Odwiedziny w tawernie i testowanie lokalnych ryb

Autor: Mateusz Durlik

Na początek zaglądamy w głąb kuchni nadwiślańskiej, okolic Płocka – krainy ryb, suszonych owoców, domowych wypieków i zaskakujących opowieści.
W kolejnych miesiącach zabierzemy Was m.in. na Kurpie, na Radomszczyznę, Siedlecczyznę, a nawet do samego serca stolicy – poznając kuchnię warszawską.
 

Zostańcie z nami – będzie smacznie, lokalnie i autentycznie!
 

Wiślana kuchnia Płocka to ryby, powidła buraczane z serca Mazowsza, a nawet kawa!

W sercu mazowieckiej ziemi, nad brzegiem Wisły, kultywowana jest tradycja kulinarna, której korzenie sięgają czasów olenderskich osadników. Jednym z najbardziej unikatowych i lokalnych wyrobów są powidła z buraków cukrowych – gęsty, słodki syrop, który zachwyca zarówno prostotą składu, jak i wszechstronnością zastosowania.

Wnętrze powidlarni i niezbędne akcesoria do przygotowania powideł z buraków

Klasyczny przepis, który przetrwał pokolenia
Dawniej przepis był prosty, ale przemyślany – bazował na naturalnej słodyczy buraka cukrowego, którą równoważono dodatkiem dyni i jabłek. Dynia nadawała powidłom odpowiednią konsystencję, a jabłka wprowadzały lekko kwaskowy posmak, łagodząc dominującą słodycz buraka. Tak przygotowane powidła były nie tylko smaczne, ale i bardzo trwałe – dzięki naturalnemu cukrowi nie psuły się, nawet bez dodatków konserwujących. Przepis ten jest wciąż żywy – do dziś można spotkać gospodarstwa w powiecie płockim, które przygotowują powidła właśnie według tej receptury.

Nowoczesne wariacje – tradycja spotyka kreatywność
Choć korzenie przepisu są głęboko zakorzenione w historii, współcześni gospodarze sięgają również po nowe dodatki – truskawki, śliwki czy inne owoce, które urozmaicają smak, dodając świeżości klasycznej bazie. Na załączonym zdjęciu widzimy właśnie trzy takie nowoczesne warianty: z truskawką, śliwką oraz klasyczny z dodatkiem dyni.

Tradycyjne powidła z buraków z regionu płocka
Powidła z buraków cukrowych w tradycyjne olenderskiej formie, czyli z dynią i jabłkami, ale również w nowocześniejszej formie z truskawkami i śliwkami. 

Te gęste, ciemnoczerwone powidła to coś więcej niż smarowidło do pieczywa. Doskonale sprawdzają się jako dodatek do owsianek, kaszy jaglanej, deserów czy naleśników. Mogą też zastępować miód – są równie słodkie, a przy tym lokalne i naturalne. Dzięki wysokiej zawartości cukru są bardzo wydajne i wyjątkowo trwałe.
 

Dziedzictwo, które można zobaczyć na własne oczy

Osoby zainteresowane historią tego wyjątkowego produktu powinny odwiedzić Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim, gdzie znajduje się autentyczna powidlarnia – miejsce, w którym tradycyjnie wytwarzano powidła buraczane. To nie tylko okazja do poznania kulinarnego dziedzictwa regionu, ale także do spróbowania autentycznych smaków z dawnych lat.
 

Sodziaki, siultraki, fafernuchy – czyli placki z duszą
 

Sodziaki, tradycyjne olęderskie placuszki

Nie ma kuchni regionalnej bez aromatycznego zapachu smażonego ciasta. W dolinie Wisły, w regionie Płocka, jednym z najbardziej charakterystycznych dań są sodziaki – smażone placki, znane również pod lokalnymi nazwami takimi jak siultraki, siulte ohre, pępuszki czy nawet fafernuchy. To prosta, ale wyjątkowa potrawa, która przez pokolenia gościła na stołach mazowieckich Olendrów – i do dziś wciąż potrafi zachwycić.
 

Tradycja z babcinego zeszytu
Przepis na sodziaki nie wymaga wyszukanych składników – wystarczy mąka pszenna, jajka, cukier, śmietana i zsiadłe mleko. Tajemnicą jest jednak sposób ich przygotowania – dokładne wyrabianie ciasta metodą toczenia, krojenie na prostokąty o ukośnie ściętych krótszych brzegach i smażenie w głębokim tłuszczu aż do uzyskania złocistej barwy. Gotowe placki oprósza się cukrem pudrem lub – w wersji najbardziej lokalnej – moczy w buraczanych powidłach, tworząc unikalne połączenie słodyczy i chrupkości.

Warto wspomnieć o szczególnej odmianie tych placków – „uszach sołtysa” (siulte ohre). To nic innego jak sodziaki, ale zawijane przez charakterystyczne nacięcie w środku, dzięki czemu przypominają faworki. Nazwa, choć zabawna, mocno zakorzeniła się w tradycji lokalnej – i do dziś wywołuje uśmiech wśród starszych mieszkańców regionu.

Siake fusier – pod tą śmiesznie brzmiącą nazwą kryje się proste puree ziemniaczane ze skwarkami i zasmażaną cebulką. Tłuczone ziemniaki układane były na kopę, zalewane tłuszczem ze skwarkami – wszystko to przypominało aktywny wulkan.
 

Dziedzictwo kulinarne, które żyje

W Skansenie Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim można nie tylko poznać historię tych potraw, ale i skosztować ich podczas tematycznych wydarzeń. Przepisy przekazywane są tam ustnie – jak choćby ten opisany powyżej, niegdyś przekazany pracownikom Skansenu przez Panią Feliksę Panek, jedną z najstarszych mieszkanek wsi Białobrzegi, która pamiętała jeszcze czasy wspólnego smażenia sodziaków z olenderskimi sąsiadami.

Suszarnie owoców i beczki pełne aromatu

Suszarnia do owoców i warzyw w tradycyjnym olęderskim domu


W dawnych gospodarstwach olenderskich nie mogło zabraknąć suszarni owoców, w których przygotowywano zapasy na zimę. Jabłka, śliwki i gruszki, zbierane z licznych sadów, trafiały na specjalne półki w drewnianych szafach, gdzie suszono je powoli, metodą naturalną lub nad żarem. Gotowy susz pakowano do drewnianych beczułek, takich jak te widoczne na zdjęciach, a następnie transportowano Wisłą lub furmankami na targi. Był to produkt nie tylko na własny użytek – handlowali nim także Żydzi, rozprowadzając nadwiślański susz owocowy na dalsze regiony.

Drewniane beczułki do transportu suszu z owoców i warzyw.

Nieodłącznym elementem domowej apteczki nadwiślańskich gospodarzy był nalew z zielonych orzechów włoskich zalanych spirytusem. Powstały z niego ciemny, gęsty syrop uznawano za skuteczny środek na niestrawności i problemy żołądkowe – podawany w małych ilościach, traktowany był jak naturalny lek.

Nalewka z zielonych orzechów włoskich, idealne lekarstwo na niestrawność i problemy żołądkowe

 

Kawa z palonych ziaren – olenderski rytuał

Oryginalny młynek do kawy


Na długo przed tym, zanim kawa trafiła pod strzechy polskich domów, osadnicy nadwiślańscy sami palili, mielili i parzyli kawę naturalną. Byli w tym zakresie prawdziwymi prekursorami, tworząc z picia kawy codzienny rytuał. W latach nieurodzaju, gdy powodzie niszczyły plony, zastępowali kawę i mąkę wyrobami z żołędzi, pokazując swoją zaradność i umiejętność korzystania z darów natury.

 

Ryby, które opowiadają historie

Sandacz, sum i miętus, tradycyjne ryby regionu Płocka podane w nieco nowocześniejszej formie w jednej z okolicznych Tawern 


W dolinie Wisły, w okolicach Płocka, ryby słodkowodne od wieków stanowiły podstawę codziennej kuchni. Szczególne miejsce w sercach mieszkańców zajmuje miętus – dziś rzadko spotykany, ale niegdyś niezwykle pospolity w tutejszych wodach. Podczas rozmowy z właścicielem jednej z lokalnych tawern, w której mieliśmy okazję skosztować tej wyjątkowej ryby, usłyszeliśmy historię, która najlepiej oddaje dawne bogactwo natury: „Tyle, ile haczyków wrzuciłem, tyle miętusów wyjąłem” – powiedział z uśmiechem. Podana nam ryba była miękka, delikatna, nietłusta, a przy tym niezwykle aromatyczna.

Nie mniej emocji wzbudzał sum, dumny przedstawiciel wiślanych głębin. To właśnie okoliczni wędkarze opowiedzieli nam o Mistrzostwach Świata w połowie suma, które odbyły się w 2024 roku w pobliżu Płocka. Z ich relacji wynika, że największy okaz złowiony podczas tych zawodów ważył aż 84 kilogramy – rekord, który robi wrażenie i pozostaje żywy w opowieściach miejscowych. Prawda to, czy mit, tego nie wiemy na pewno, ale wiemy, że takich informacji nie znajdziecie w żadnym oficjalnym komunikacie – trzeba przyjechać, porozmawiać i posmakować.

Głowy rekordowo dużych sumów złapanych podczas mistrzostw świata - ich waga to około 84 kg

Dziś lokalne restauracje serwują nie tylko świeże, smażone ryby, ale także przetwory: jesiotra w zalewie octowej oraz suma pasteryzowanego w pomidorach z przyprawami. To właśnie takie dania – proste, ale dopracowane – są esencją wiślanej kuchni regionu. I to dla nich warto tu przyjechać.

Wystarczy jedno spojrzenie na kuchnie olęderskich domów, by poczuć zachwyt nad ich prostotą i funkcjonalnością. W takich wnętrzach, wyposażonych w kaflowe piece, gliniane naczynia, kociołki, garnki, rondle, sztućce, talerze z porcelitu i porcelany, drewniane moździerze, rodziły się dania pełne smaku i szacunku do natury. Śnieżnobiałe obrusy, ręcznie tkane serwety, zioła suszące się nad paleniskiem tworzyły atmosferę, której nie da się podrobić. W czasach, gdy półki sklepowe uginają się od gotowych produktów, warto na chwilę się zatrzymać i przypomnieć sobie, jak z prostych składników, dostępnych z pól, ogrodów i rzek, przygotowywano zdrowe, sycące posiłki. Taka kuchnia – cicha, pokorna, ale niezwykle inspirująca – zasługuje, by o niej pamiętać.

Region nadwiślański z Płockiem na czele to miejsce, które potrafi zaskoczyć – nie tylko smakami, ale i niezwykłym urokiem. Po obfitym, lokalnym posiłku warto wybrać się na spacer wzdłuż malowniczych bulwarów wiślanych, zajrzeć do jednego z najpiękniejszych ogrodów zoologicznych w Polsce i poczuć ducha historii, który unosi się nad tym miastem. To okolica, do której naprawdę chce się wracać.

Okiennica domu olęderskich osadników nazywanym Langhoff

Artykuł powstał w ramach cyklu „Kuchnia Mazowsza” i został sfinansowany ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego. Już dziś zapraszamy na kolejny odcinek – przed nami jeszcze wiele smakowitych opowieści z różnych zakątków Mazowsza.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Kierownik nie nadaje się do pracyTreść komentarza: Najbardziej nie polecam na jana Kazimierza 19 surowe ciasto nie dbają o klienta brak czystościData dodania komentarza: 28.02.2026, 02:38Źródło komentarza: San Giovanni - recenzja partnerskaAutor komentarza: MarylaTreść komentarza: Znakomicie! Powstaje jednak pytanie - dlaczego DOPIERO interwencja p. Radnej powoduje wywiązywanie się ZGN WOLA ze swoich podstawowych obowiązków ?! Tym bardziej, że zarówno ZGN jak i Biblioteka, podlegają BURMISTRZOWI Woli !!! Notabene, Terenowy Zespół Obsługi Mieszkańców Koło - to na jego terenie leży Biblioteka - znany jest z ( delikatnie rzecz ujmując) z niekompetencji i "swobodnego" podejścia do problemów.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 16:44Źródło komentarza: Czy biblioteka przy Bielskiego doczeka się remontu?Autor komentarza: KonradTreść komentarza: Artykuł jest nierzetelny. Po pierwsze zarówno Banderii jak i Gostyńska są w tym momencie jednokierunkowe. Po drugie nieprawdą jest, że pas do skrętu na stację benzynową jest wykorzystywany jako parking, tak było ale już od co najmniej pół roku są tam wyznaczone miejsca postojowe.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 08:53Źródło komentarza: Skrzyżowanie Obozowej, Płockiej i Ostroroga do gruntownej przebudowy. Miasto zleci projektAutor komentarza: janTreść komentarza: Dziękujmy! Nie wiem, czy to dzięki Pani Radnej, ale dzisiaj 10.02.2026 r. (tydzień po wpisie) te "tak skomplikowane działania" ZGN podjął ! Skuto lód leżący od ponad miesiąca i wysypano dojście piaskiemData dodania komentarza: 10.02.2026, 15:26Źródło komentarza: Czy biblioteka przy Bielskiego doczeka się remontu?Autor komentarza: janTreść komentarza: Może Sz. Pani radna złoży też interpelację - CZY i KIEDY ZGN Wola - łaskawie odśnieży i odlodzi chodnik prowadzący do tej biblioteki Ludzi niemal lamią nogi!!!Data dodania komentarza: 4.02.2026, 14:14Źródło komentarza: Czy biblioteka przy Bielskiego doczeka się remontu?Autor komentarza: SebaTreść komentarza: Super, że ktoś dba o to, żeby ptaki były bezpieczne :DData dodania komentarza: 16.01.2026, 13:28Źródło komentarza: Hala Gwardii przejdzie remont. A co z licznymi ptakami, które zamieszkują elewację budynku?
Reklama
Reklama